Nawigacja
 
Bleach
Recenzje
Biografie
Opisy chapterów
Galeria fanartów
Czytelnia fanficków
Kalendarz odcinków
Liryka w tomach
Wywiady



Arrancar
Bakkōtō
Bounto
Dywizja 0
Gotei 13
Gry Bleach
Hollow
Hueco Mundo
Karakura
Kubo Tite
Lalki Bounto
Muzyka w Bleachu
Quincy
Seiyuu
Shinigami
Wandenreich
Visored
Zanpakuto
Turn Back The Pendulum
 
Multimedia
Odcinki on-line
Download odcinkow
Walki
Bleach Movie
Bleach OAV
Muzyka
AMV
 
anime24
 
Współpraca
 
Reklama
Jpf, to najwieksze i najstarsze w Polsce wydawnictwo mangowe. Kazda wydawana przez nich manga, jest jak najwyzszej jakosci. Ich sklep z mangami, jest pelny najlepszych mang! Manga Bleach, rowniez jest u nich dostepna. Jpf.com.pl

Zapraszamy do skorzystania z oferty sklepu Inuki.pl znajdziecie tam olbrzymi wybor produktow.
Sklep Bleach
 
fanfic

Porwanie

2

Pisk opon, głośne zderzenie, wbiegająca do
pok

Zawada0

rozterki Ikkaku

0

Nastał blady świt, mój sen był niespokojny jak nig

innocents

The Second Wing ~~ Prolog

2

Witam~! Słowami wstępu: Nie jest to moje pierws

Destrix

Zagraj dla mnie

1

Beethoven. Moja miłość, moje potępienie. Zawsze

Kodomo tsukiyo

Amiro - Sługa Nieba

1

Witam na początku mam prośbę do wszystkich użytkow

AmiroPL

Ja

1

Od rana do wieczora, nareszcie nadeszła ta pora. S

King of Souls

Untitled - Prolog

0

Ichigo obudził się w swoim pokoju z towarzyszem, k

Matsusuke

Marcowe koty

2

Niejaki Karolek Dickens opisał kiedyś dzień marcow

SerielDrake

Pure fantasy. Tytułu brak. - Prolog.

1

Na początku chciałbym zaznaczyć, iż opowiadanie je

Sinister

Toori of Shiroi Kensaki

1

Rozdział VI \" Pierwsze podejrzenie \" Pół g

Mishinama-san

 
Ewolucja Starrka
Dodał/a: daguska93 dnia październik 27 2013  Czytań: 2806
Czytając różne fora i opinie fanów Bleach, spotkałam się wielokrotnie z pewną rzeczą. Otóż wielu uważa, że Starrk jest odzwierciedleniem Kyouraku w Hueco Mundo. Trzeba przyznać, że na początku ich styl bycia – powolny, wszystko na pełnym luzie i bez pośpiechu, wręcz ospały – może zdawać się podobny, jednak myślę, że nie do końca można aż tak podkreślać ich podobieństwo. Śmiem twierdzić, że nie na darmo to akurat właśnie Kyouraku został z nim zestawiony w walce. U Starrka leniwość, ospałość i niechęć do walki okażą się konsekwencją czegoś całkiem innego niż u Shunsuia... Ale do tego dojdziemy nieco później! :) Tak więc zaczynamy!



1. Jeden + jeden = jeden.

Myślę, że powyższe równanie idealnie obrazuje relacje pomiędzy Starrkiem a Lilynette, ale może jednak zacznijmy od preludium, bowiem nie od zawsze przy boku Pierwszego Espady mieliśmy okazję widzieć jego drugą połówkę. Starrk od początku był silny, jednak jego siła nie była dla niego powodem do uciechy, a wręcz przeciwnie... przez nią był zmuszony do życia w samotności. Każdy jego towarzysz ginął, nie potrafiąc wytrzymać przy kimś takim jak on, ani chwili. Było i tak, że duża większość zamiast dla towarzystwa, przychodziła do niego dla walki, co kończyło się jednym i tym samym, czyli ich śmiercią. Moc stała się dla Pierwszego przekleństwem i powodem samotności, dlatego też zaczął zazdrościć tym słabszym, co znowu jest dość niespotykaną postawą – szczególnie jeżeli mowa o kimś tak silnym jak Starrk. Cała ta sytuacja doprowadziła go do jedynego, racjonalnego rozwiązania. Mianowicie podzielił swoją duszę, dzięki czemu powstały tak jakby dwa oddzielne byty, które oczywiście razem stanowiły całość. To właśnie w taki sposób pojawiła się Lilynette, choć sam Starrk – choćby w rozmowie z Kyouraku – dokładnie nie potrafił wyjaśnić, jak właściwie do tego doszło, po prostu stało się. Jednak teraz coś się zmieniło, nie liczyło się już, to co będą robić lub gdzie pójdą... liczyło się to, że będą na zawsze razem. Tak więc wczujmy się w sytuację... te dwa grzybki siedzą sobie na pustyni Hueco Mundo, a dookoła nich leżą trupy Pustych. Nie dwa, nie trzy, ale całe setki – mało ciekawy widok, jednak jak świat dziwny i szeroki, taki i tu znalazł się ktoś, komu zaimponował ten istny obraz nędzy i rozpaczy. Łapki w górę, kto się domyśla o kim mowa! Widzicie, już wtedy w Hueco Mundo Aizena było wszędzie pełno. Oczywistą kwestią czasu było to, kiedy pojawi się przed tą dwójką "z propozycją nie do odrzucenia" i tak też się stało. Pierwsze pytanie, jakie zadał, dotyczyło trupów Hollowów: Czy to ty ich zabiłeś? Odpowiedź Starrka była szybka i niemożliwie szczera: Nie, sami zginęli. I to wystarczyło, by stać się kusząco atrakcyjnym kandydatem do armii, jaką Aizen powoli tworzył. Stwierdził z powagą, że Starrk jest silny, a takich właśnie osób poszukuje. Tak się akurat składa, że Coyote również tego chciał – choć z nieco innych pobudek – tak więc szybko się ze sobą dogadali. Jeden szukał potęgi do swojej armii, drugi zaś towarzystwa, które wytrzyma jego obecność nieco dłużej niż inne Hollowy. Jak ten układ się sprawdził, zobaczymy nieco później...



2. Nie chcę mi się i jest mi z tym wybitnie dobrze.

Wracając do nieco bliższych nam czasów, możemy ujrzeć Starrka jako prawowitego członka Espady. Nie dość, że otoczony jest osobami, które są wystarczająco silne, by z nim przebywać, to do tego dostał najlepszą fuchę w całym Hueco Mundo, a mianowicie posadę Primery Espady oraz stylowe, białe wdzianko. Nie muszę już chyba wspominać o wypasionym, osobistym apartamencie... Ach, jak piękne jest życie Espady! Podczas jednego z posiedzeń wojennych Aizena przy herbatce, mamy okazję ujrzeć całą armię w komplecie, od nieznośnej Dziesiątki począwszy, po przez kochającą walkę Szóstkę oraz wypraną z emocji Czwórkę, aż do nieco leniwej i ospałej Jedynki. Cała paleta indywidualistów, na tle których sam Starrk wcale aż tak się nie wyróżnia – czego można byłoby wymagać od gościa z najwyższą rangą. Przyznać się bez bicia... Kogo obstawialiście, że jest Primerą, gdy zobaczyliście tę zgraję po raz pierwszy? Nie wiem dlaczego, ale ja stawiałam na Baraggana – szczególnie po tym, co pokazał w pierwszych minutach walki z Sui-Feng, zanim oznajmił, że jest Dwójką – być może to przez ten jego iście królewski styl i wszystko postarzającą mgiełkę, która nieco przeraża... no cóż, fakt jest faktem, że Starrka umieszczałam troszeczkę niżej w rankingu, więc gdy ściągnął swoją gustowną rękawiczkę, nieco się zdziwiłam. Jako Primera, zaraz po „uwięzieniu” Aizena przez atak dziadziusia, powinien żwawo przejąć dowodzenie, jednak Starrka raczej nie ciągnie do takich rzeczy i gdy tylko Baraggan wypycha się przed szereg, ten nie ma nic przeciwko: „A rób sobie, co chcesz!”. Niepozorny z niego koleś, kompletnie pozbawiony entuzjazmu do walki, któremu najlepiej wychodzi leżenie, lub dokuczanie swojej drugiej połówce. Być może nie są to cechy, które spodziewamy się usłyszeć podczas opisywania najsilniejszego z całej bandy, mimo to Starrk ma w sobie to "coś". Podobnie jak u Kyouraku – niby taki niepozorny, jednak w jego wzroku widać siłę, która naprawdę przytłacza, szczególnie gdy zaczyna być poważny, choć o to wcale nie jest łatwo. Dla przykładu przejdźmy do rozpoczęcia walki pomiędzy nim a już wcześniej wspomnianym kapitanem ósmego oddziału. Ani trochę chłopaki nie mają ochoty machać mieczami, najchętniej daliby sobie już na wstępie spokój, mając gdzieś tę całą „wojnę”. Ale jeżeli mam być szczera, to właśnie nr 1 Soul Society w leniuchowaniu – Kyouraku – szybciej stwierdza, że ich potyczka jest smutną koniecznością i raczej jej nie unikną. Starrk jest tym faktem wielce niepocieszony – o losie, naprawdę liczył, że mu się upiecze! Nie było mu to dane tym razem. Wiecie, pierwszą jego propozycją było to, by po prostu udawali, że walczą, może jakoś to zleci, jednak z wielkim bólem w swoim pięknym serduszku Kyouraku mu odmawia. Mogłoby się zdawać, że teraz zacznie się prawdziwa walka – nic bardziej mylnego. Panowie mimo obopólnej zgody, że nie unikną walki, nadal wydają się nie brać tego starcia na poważnie. Wszystko dzieje się raczej w powolnym tempie, bez pośpiechu, a ich głównym zajęciem jest rozmowa. Jeżeli już pada jakiś cios, to raczej jest on dla picu, tylko po to, by jako tako wybadać przeciwnika. Ale taka sytuacja nie będzie trwać wiecznie...


3. Samotny strzelec.

Dobra, tyle wcześniej pisałam o tym, że Starrk i Lilynette to jedno, że razem stanowią całość... bla, bla, bla i tak dalej. Tak więc gdzie się podziała ta nasza dobra duszyczka? Odpowiedź jest prosta: poszła wkurzać kogoś innego, a konkretnie biednego Ukitake. Trzeba przyznać, że młoda naprawdę się starała. Machała swoim mikro mieczem, tupała nóżkami, wkurzała się o byle co, wrzeszczała, ogółem starała się zrobić wszystko, by uprzykrzyć swojemu przeciwnikowi życie. Jednak jak pech to pech, bowiem Ukitake jest dość specyficznym Shinigami... wiecie, coś w stylu „Ukitake lubi dzieci, a dzieci lubią Ukitakę”. Nasza biała duszyczka ani myśli walczyć z dzieckiem i w najlepsze droczy się z nią – choć nie specjalnie, uwierzcie mi, ale on chce dobrze, choć widząc reakcję Lilynette trochę ciężko w to uwierzyć. A więc zostawmy tę dwójkę na chwilę samych, niech się jeszcze trochę pobawią w „Domowe przedszkole”, a wróćmy tymczasem do „walki” Starrka i Kyouraku. Espada okazuje się ciekawskim stworzeniem i mimowolnie zaczyna analizować wszystko, co dotyczy kapitana ósmego oddziału. Zauważa jego nadal schowany drugi – krótszy miecz, co jest dla niego jawnym dowodem na to, że Kyouraku nie bierze tej walki na poważnie. Najlepszą obroną przed takim oskarżeniem może być tylko jedno... atak. Shinigami naciera na Espadę, po czym w trakcie zgrabnie przekłada miecz z jednej ręki do drugiej, udowadniając, że niezależnie w której go trzyma, atak jest tak samo mocny. Jest to zaskoczeniem dla Starrka i na pytanie Kyouraku, czy ma on wyciągnąć również krótszy miecz, ten natychmiast odmawia. Twierdzi, że i bez tego Shunsui jest silny, po co jeszcze dodatkowo ma mu utrudniać życie. Niestety, Kyouraku właśnie nabrał ochoty na walkę i w akcie kompletnego zignorowania prośby Espady, bez zbędnych ceregieli wyciąga krótszy miecz. Po tej małej wymianie uprzejmości, Starrk odkrywa swoją rangę przed kapitanem, który w duchu życzył sobie, by jego przeciwnik okazał się dwójka... niestety, na zgrabnej dłoni Starrka widnieje nie mniej zgrabna jedynka. W międzyczasie Sui-Feng i Toshiro unieszkodliwiają swoich przeciwników, używając do tego Bankai. To ważne, bowiem nie umyka to uwadze Jedynce, który idąc za ciosem, nabiera ochoty, by zobaczyć jeszcze jeden Bankai w akcji, a mianowicie ten należący do samego Shunsuia Kyouraku. Nareszcie zdaje się chcieć walczyć na poważnie. Ku zdziwieniu wszystkich, chowa miecz do osłony i nie tracąc rozpędu, przyzywa do siebie Lilynette. To właśnie w tym momencie dostajemy informację o tym, że są jednością i by przebudzić swoją prawdziwą moc, muszą się na nowo połączyć. Po nakreśleniu z grubsza przeciwnikowi, jak sprawa wygląda, Starrk, ku uciesze wszystkich swoich fanów, uwalnia formę Resurreccion, ukazując się światu w całkiem nowej i oryginalnej odsłonie. Szykowny biało-czarny strój, kawałek maski na lewym oku i najważniejsze... w dłoniach, zamiast katany, dzierży dwa pistolety. Wszystko zaczęło wskazywać na to, że Primera się właśnie przebudził...


4. Cel... pal!

Długo myślałam nad tym, czy powinnam poświęcać temu tematowi aż jeden cały punkt, jednak po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że inaczej się nie da. Na temat pistoletów Starrka można napisać całkiem sporą pracę. Są one na pewno czymś nowym – jeżeli któryś z Espady używał w Resurreccion broni, przypominała ona broń białą (topór Baraggana czy też wodny miecz Harribel), a tu mam całkiem coś innego. Nie wiem, czy pamiętacie, ale w jednym z wywiadów Kubo-sensei zdradził, jaki był jego początkowy pomysł odnośnie broni Shinigami. Coś świta? Tak, miały to być pistolety – naprawdę starałam się to sobie wiele razy wyobrazić... taki Zaraki z Uzi lub innym ustrojstwem, przerażająca perspektywa. Na całe szczęście autor w porę zrezygnował z tego i z broni palnej w mandze, pozostały nam jedynie pistolety Starrka, co wyszło naprawdę świetnie. Ale zacznijmy od początku... Resurreccion Starrka polega na połączeniu jego mocy z mocą Lilynette, która tak na dobrą sprawę też jest Starrkiem – wiem, masło maślane, ale przypomnijcie sobie moment jej pojawienia się, zapytana „Jak się nazywasz?”, odpowiada „Starrk”. Po połączeniu, dostajemy Starrka w roli strzelca, a Lilynette w roli dwóch dość pyskatych pistoletów. Ilość sprzeczek pomiędzy nimi jest wręcz nie do zliczenia, być może jest to ich sposobem na rozładowanie stresu, kto wie, ale wróćmy do rzeczy. Skoro mamy pistolety, z założenia muszą one czymś strzelać. W przypadku Starrka amunicją okazuje się Cero, o czym szybko przekonuje się Kyouraku. W ogóle posługiwanie się Cero przez Primerę jest opanowane niemal do perfekcji. Jako jedyny – oczywiście nie będąc w formie Resurreccion – potrafi strzelać nim, dosłownie z każdej części ciała. Nie robi przy tym też żadnego specjalnego ruchu (pamiętacie, np. Ulquiorra strzelał używając palca wskazującego, a Yammy otwierał swoją ogromną paszczę), dzięki czemu zyskuje na zaskoczeniu przeciwnika, czort wie, z czego tym razem wystrzeli. Jeżeli chodzi o jego pistolety, możemy wyróżnić trzy typy strzałów: pojedyncze krótkie, pojedyncze długie – strzela nim z zaskoczenia, gdy zdenerwowany zranieniem przyjaciela Kyouraku atakuje Wonderweissa, oraz ostatnie, ale za to najbardziej efektowne Cero Metralleta – jednocześnie wystrzeliwuje ogromną ilość pocisków z Cero, co wydaje się wręcz niemożliwe do uniknięcia i takie w gruncie rzeczy jest. Zaatakowany w taki sposób Kyouraku, nie daje rady uniknąć wszystkich strzałów i gdyby nie interwencja Ukitake, biedak nieźle by oberwał, co znacząco wpłynęłoby na cały przebieg potyczki. Oczywiście, Starrk używa również pistoletów do blokowania miecza w zwarciu, choć to nie za bardzo podoba się Lilynette, w końcu to ona wtedy dostaje po głowie. Jeżeli chodzi o ataki związane z samymi pistoletami, to by było na tyle, jednak nie myślcie sobie, że Primera nie ma jeszcze jakiegoś asa w rękawie. Ma... nawet nie jednego, a raczej całe stadko.


5. Błękitna wataha.

Pamiętacie, jak wyżej wspomniałam o długim pojedynczym strzale Starrka, który niestety, ale dosięgnął naszego biednego Kyouraku? Być może był to atak z zaskoczenia, wykorzystujący moment zdenerwowania i rozkojarzenia kapitana – właśnie miał dokonać Vendetty za Ukitake, jednak liczy się fakt, że jak na razie Shunsui został wyeliminowany z gry, choć jak dobrze wszyscy wiemy: nie na długo. Mogłoby się zdawać, że Starrk walkę ma już za sobą, jednak wtem na horyzoncie pojawiają się Visoredzi. Aikawa i Rose – bo to właśnie akurat im w nagrodę albo, jak kto woli, za karę przypadło walczyć z Primerą – stają przed przeciwnikiem. Zaraz niedługo po tym Starrk zauważa śmierć Baraggana. Wydaje się być zdenerwowany – oczywiście na swój własny sposób – faktem, że Aizen nie przeznaczył choćby nawet sekundy, by się tym przejąć lub jakoś to skomentować. Espada dobrze zdawał sobie z tego sprawę, że jak przyjdzie co do czego, Aizen nie będzie zawracał sobie głowy ich ratowaniem. Jest wręcz zdemotywowany do walki. Gdy rozbija się na budynkach po przyjęciu ciosu zadanego przez Love'a, gotów jest się wycofać, zauważając beznadziejność sytuacji w jakiej się znalazł. Ma świadomość ogromu siły swoich przeciwników i wie, do czego to wszystko prowadzi... do śmierci, choć jeszcze nie było wiadomo czyjej. Kto wie, być może gdyby nie interwencja Lilynette, to właśnie w tym momencie Starrk postanowiłby się wycofać, jednak sytuacja rozwija się całkiem inaczej. Jego druga połówka przypomina mu, że przecież nie na darmo został mianowany Primerą Espadą – w końcu ten tytuł do czegoś zobowiązuje i jeśli w tym momencie nie ruszy swojego wielce szanownego tyłka i nie weźmie się do roboty, zginie ktoś z jego przyjaciół. Jest to wystarczającą motywacją do walki, bowiem jeśli jest cokolwiek, czego boi się Starrk, to nie jest to na pewno strach przed silnym przeciwnikiem, a raczej strach przed tym, że znów zostanie samotny. Primera wraca do gry i tym razem nie zamierza się przy tym lenić. Po krótkim starciu z dwójką Visordów, postanawia wyciągnąć jeden ze swoich asów... kurz opada, a przed ich oczami ukazuje się Starrk, otoczony stadem wilków stworzonych z jego Reiatsu. Jest ich w czort dużo – chodzą słuchy, że sto, ale zamiast ich liczeniem, wolałam się zająć czymś zgoła innym. Na przykład tym, w jaki sposób oprócz gryzienia, mogą uprzykrzyć swojemu przeciwnikowi życie. Otóż sztuczka jest bardzo prosta, ale za to tragiczna w skutkach. Zwierzaczek gryzie Cię w nogę, rękę, głowę, czy w co tam przyjdzie mu do łba, po czym wybucha, powodując dość sporych rozmiarów eksplozję. Co ciekawe, Starrk podkreśla fakt, że każdy z wilków jest częścią jego oraz Lilynette, natomiast oni razem tworzą Primerę Espadę. Zapewne te wszystkie podziały mają za zadanie choć trochę zrekompensować im brak towarzyszy i zmniejszyć poczucie samotności, wychodząc z założenia „im więcej nas, tym lepiej”. Ale wracając do walki, wilczki zdążyły już nieźle uszkodzić Aikawę i Rose. Starrk jest pewien ich przegranej, więc postanawia okazać im drobny akt miłosierdzia i proponuje, by najzwyczajniej w świecie sobie poszli. Espadę naprawdę nie bawi zabijanie, wyraźnie od tego stroni, nie lubi też, gdy inni to robią. Przecież to właśnie w taki sposób traci się towarzyszy, a on tego stanowczo nie chciał. Chłopaki jednak twardo odmawiają ucieczki, a Starrk, choć z wielkim bólem, postanawia ich wykończyć...

6. Primera Espada pada.

Zamiar zamiarem, jednak rzeczywistość jest trochę inna. Nagle Starrk czuje jak jego klatkę piersiową przeszywa miecz. Odwraca głowę za siebie i dostrzega go – cichego zabójcę, wyłaniającego się z cienia. To, że Kyouraku wróci było oczywiste dla wszystkich, no może oprócz biednego Starrka, ale cóż na to poradzić. Raniony Espada natychmiast odskakuje od przeciwnika, kompletnie zaskoczony tym, co się stało. Jak nie patrzeć jeszcze przed chwilą wygrywał, aż tu nagle jakiś koleś wyszedł z jego własnego cienia, raniąc go. Starrk miał pewne pretensje do Kyouraku, że ten wcześniej nie używał tego dziwnego ataku, co jednoznacznie wskazywało na to, że się powstrzymywał przed walką, jednak kapitan temu zaprzecza. Wyjaśnia, że jego Zanpakuto ma dość osobliwą moc, wręcz rządzi się własnymi prawami – urzeczywistnia gry dziecięce. Trochę makabryczny sposób na zabawę, zważywszy, że przegrana oznacza w najlepszym przypadku zranienie, a w najgorszym śmierć. Ale pozostawmy analizę Kyouraku na kiedy indziej, bowiem to nie on jest w tym artykule główną postacią. Ważne jest to, że teraz chłopaki walczą na zasadach narzuconych przez kapitana. Irooni ma bardzo proste wytyczne, jednak jeśli zaczynamy do niej używać mieczy, wtedy nie jest już tak „prosto”. Ogółem chodzi o to, że wybierasz kolor i atakujesz w niego przeciwnika, lecz jeżeli Ty też masz go na sobie, przeciwnik może to wykorzystać i również zaatakować. Kyouraku rozpoczyna grę, nacierając na Starrka i wybierając pierwszy kolor – szary. Espada widząc zbliżającego się przeciwnika, szybko tworzy ze swojego Reiatsu miecz – kolejna fajna sztuczka, pośród i tak już całkiem sporego wachlarza umiejętności. Niestety trafił na wybornego gracza, który wie jak bawić się w te klocki... Kyouraku rani Starrka w ramię. Na szczęście Primera jest dość bystrym zawodnikiem. W mgnieniu oka przyswoił sobie zasady gry, co udowadnia swoim następnym posunięciem. Kolor, który obrał sobie za cel to biały, a haori jak jeszcze nigdy, staje się idealnym obiektem ataku. Wykorzystując nieuwagę kapitana, tnie jego plecy. Mogłoby się zdawać, że siły się wyrównały. Panowie powymieniali się jeszcze kilkoma ciosami, pogratulowali sobie siły, a nawet przyznali, że fajnie jest powalczyć z kimś na w miarę równym poziomie względem siły i umiejętności. Atmosfera stała się na tyle sielankowa, że Starrk, o zgrozo, postanowił sobie powspominać stare czasy. Dosłownie odlatuje myślami do tego, co już było – klasyczna retrospekcja, choć akurat tutaj będzie kosztować go przegraną. Najzwyczajniej w świecie się rozkojarzył, a sytuacji nie polepszył sam Kyouraku, rzucając w biedaka haori dla zmyłki. Starrk odrzuca je na bok, jednak mimo wszystko odsłania się, dając swojemu przeciwnikowi idealną okazję do ataku. Nim reflektuje się cokolwiek zrobić, pojawia się przed nim Kyouraku, który właśnie wybrał kolor – czarny. Czyste cięcie w klatkę piersiową, jest dosłownie gwoździem do trumny dla biednego Espady. Ale zaraz, zaraz... co takiego ciął Kyouraku, by nie złamać zasad własnej gry? Przecież strój Starrka na klatce piersiowej jest biały, kolor skóry też raczej nie przypomina czarnego. Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta – celem ataku była dziura Hollowa. Porażka Primery jest oczywista. Tak dotkliwie raniony, zaczyna spadać w strugach własnej krwi. Po raz kolejny włącza mu się opcja „retrospekcja”. Przypomina sobie Aizena, o dziwo nawet go przeprasza, że nie zdołał mu się odwdzięczyć za pomoc i wyrwanie go ze szponów samotności. Wspomina również członków Espady, których zaczął uważać za swoich przyjaciół – jestem ciekawa, czy oni też tak na to patrzyli, w końcu każdy z nich był dość osobliwą personą. Na koniec pozostawia sobie obraz Lilynette, dzięki której, tak naprawdę, nigdy nie był samotny. Zaraz po tym Coyote Starrk, Primera Espada w armii Aizena Sosuke, pada na ziemię, jak na razie kończąc swoją historię.



Yuppi! Dobrnęliśmy do końca, więc czas na mini podsumowanie... Coyote Starrk jest naprawdę ciekawą postacią, jednak jeśli mam być szczera, poczułam w stosunku do niego pewien niedosyt. Jestem bardziej niż pewna, że Primera w walce wcale nie pokazał swojej maksymalnej mocy oraz wszystkiego, co potrafi. Być może, gdyby mu się trochę bardziej chciało, naprawdę byłby zdolny zmusić Kyouraku do włączenia Bankai, a tak dostaliśmy ciekawą walkę, choć myślę, że nie na poziomie Jedynki. Wszyscy inni członkowie Espady zmusili swoich przeciwników do użycia swojej największej mocy – patrz Bankai, i tu nasuwa się jakże zacne pytanie: Czy to z Kyouraku był aż taki kozak i mocarz, że inni kapitanowie przy nim to pikuś, czy może to jednak Starrk nieco sobie odpuścił, nie przykładając się do walki? Pytanie pozostawiam otwarte, więc jak zapragniecie, odpowiedzcie na nie w komentarzu, dzieląc się ze wszystkimi swoją teorią. :)
To by było na tyle ode mnie! Do następnego.





Czym byłby ten art bez obrazka na dziś, zatem niech tradycji stanie się zadość! Łapcie:







* Obrazki w całości należą do swoich prawowitych właścicieli, natomiast w artykule nie służą żadnym, niecnym czynom.
11
 
Komentarze
23671 #11 ekuerpo
dnia listopad 07 2013 22:14:09
Świetny artykuł, i widzę nawiązanie do Pieśni Lodu i Ognia. W końcu imię Starrk i nazwisko Stark nie różnią się bardzo i jeszcze te wilki, jak wiemy Starkowie mają w herbie wilkory.
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
 
Oceny
 
Najnowsze Fanarty
 
ShoutBox    |    Jak założyć konto na Shoutboxie